Jedna z bardzo aktywnych sobót

Dzień dobry, Są takie dni, że nie chce mi się wychodzić z domu nie mam energii i ochoty na nic a są takie, że jak wyjdę to dużo się dzieje. 
Wczorajsza sobota do takich należała. 
Jak co tydzień w sobotę rano poszedłem na parkrun Toruń spotkać znajomych , pogadać i pobiegać w lesie. Na starcie trochę zaspałem, ale jak wrzuciłem swoje dobre tempo to do końca je trzymałem co w efekcie dało mi 28 miejsce na ponad 100 uczestników. Po biegu było ciasto sernik i tort urodzinowy dla kolegi. Oczywiście rozmowy z innymi też i wolontariat na koniec. Przyszedłem do domu trochę zmęczony i bólem Achillesa. Zjadłem śniadanie i się położyłem. Włączyłem obie aplikacje czekając na zamówienie paczki bądź jedzenia. Kiedy wskoczyły oba ubrałem się i ruszyłem je realizować. Zacząłem od odebrania jedzenia z Zahira , potem dwie paczki ( w to samo miejsce) z CCC i ruszyłem na dostawy. Miałem pojechać na polną i legionów. Zrealizowałem to w ok. dwie godziny zarabiając w sumie ok. 70 zł. Całkiem nieźle 👍
Na klatce legionów odpocząłem i przeglądałem social media. Potem przyjechałem na Grudziądzka KFC, żeby zrealizować nowe zamówienie. Nic przez godzinę się nie działo więc zdecydowałem, że pojadę na Barbarkę z koleżanką nowa. Zadzwoniłem do niej i powiedziała, że nie może dzisiaj a czy jutro to da mi znać. Więc napisałem do dobrej kumpeli ( z którą znam się kilka ładnych lat) i jej wycieczkę zaproponowałem. Była na rowerze i długi się nie zastanawiała. Umówiliśmy się w jednym miejscu i stamtąd ruszyliśmy razem na spontaniczną wycieczkę…
Jechaliśmy droga rowerowa, a potem przez las bocznymi ścieżkami. Trochę nierówny teren i kałuż było po deszczu z poprzedniego dnia. Po przyjeździe na miejsce zapiąłem rowery z plecakiem i usiedliśmy. Ja zjadłem to co z KFC zamówiłem i zaproponowałem spacer. Oczywiście się zgodziła. Poszliśmy trasa dawnego biegu barbarkowego na miejsce pamięci rozstrzelanych ludzi w lesie. Tam zaczęliśmy robić sobie zdjęcia , po powrocie okrążyliśmy jeziorko rozmawiając cały czas. Komary nie dawały spokoju i naprawdę były agresywne. Mnie gryzły bardziej, bo mam (słodka ) krew. Po dłuższym spacerze odpiąłem rowery i zaczęliśmy kierować się w stronę Torunia. 
Dojechaliśmy do Rapaka, włączyłem aplikacje, żeby dostawy realizować, pogadaliśmy chwilę i ona pojechała w stronę domu , ją odebrać zamówienie, które wskoczyło. Kiedy odebrałem okazało się, że podwójne jest i mam jechać na Wysoką.  Pojechałem tam , odebrałem i ruszyłem na piernikowe osiedle. Po dostarczeniu wyłączyłem aplikacje i wróciłem na Rubinowo. Tam wyłączył mi się zegarek a opaska dała sygnał, że się rozładuje zaraz więc ja wyłączyłem. Spotkałem jeszcze kolegę dawnego i koleżankę, porozmawialiśmy i wróciłem do domu. Było późno, chwilę przed 22. Szybka kolacja , zrzucenie danych ( wyszło prawie 50 km) prysznic i spać. To był wspaniały dzień.

Do usłyszenia Robert

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *